Mastodon

Rekapitulacyja 2025



Rok 2025 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia.

Współcześni wspominają, iż z wiosny bobry z żeremi wylazły i nuże podgryzać czeremchowe pnie, pośród których stała moja pasieka ROB, co zwiastowało rychły koniec postoju uli w tym miejscu. Latem zdarzyło się wielkie zaćmienie słońca, a wkrótce potem kometa pojawiła się na niebie. W Warszawie widywano też nad miastem mogiłę i krzyż ognisty w obłokach; odprawiano więc posty i dawano jałmużny, gdyż niektórzy twierdzili, że zaraza spadnie na kraj i wygubi rodzaj ludzki. Nareszcie zima nastała tak lekka, że najstarsi ludzie nie pamiętali podobnej. W południowych województwach lody nie popętały wcale wód, które września roku przeszłego zalały hospodarstwa, słobody, agroturystyki i gródki Doliny Kłodzkiej. Powódź niby, a wcale dużo nie padało. Tedy roku następnego lud straumatyzowany nowego zalewu wypatrywał i hojnie na msze dawał, ale, szczęśliwie, czy nie, tą razą stepy pozostały suche. Tyle że zima ciepłą była. Roje po pasiekach poczęły się burzyć i huczeć, bydło ryczało po zagrodach. Gdy więc tak porządek przyrodzenia zdawał się być wcale odwróconym, wszyscy na Nizinie Środkowoeuropejskiej, oczekując niezwykłych zdarzeń, zwracali niespokojny umysł i oczy szczególniej ku Dzikim Polom, od których łatwiej niźli skądinąd mogło się ukazać niebezpieczeństwo. Którego czekać i nie było po co, bo Septentrion już od lat kilkorga okrutnie tam się srożył i groźnie na Kijów popatrywał.

Zatem na Polach nie działo się nic nadzwyczajnego i nie było innych walk i potyczek jak te, które się odprawiały tam zwykle, a o których wiedziały tylko orły, jastrzębie, kruki, drony, czołgi i zwierz polny.

ROB - pasieka luty 20255

Tak tedy nie mieszkając, bo gdzie tu mieszkać, wszędzie błoto i słota, wybrałem się na zimowy objazd, aby żywe pnie zliczyć i plan na nadchodzące miesiące jakowyś przyjąć.

ROB - pasieka luty 20255

Gdy na toczku DOB pozostały 2 żywe rodziny, to na pasieczysku ROB, aby to stwierdzić, trzeba by wynająć ekipę do sprzątania. Dużo zapuszczonego sprzętu i powalone przez bobry pnie drzew. Zaprawdę, zaprawdę powiadam Wam: trzeba się zwijać z tego miejsca. Czyli zaplanować logistykę wyprowadzki. Bo jestem zaprzyjaźniony z właścicielem gruntu i nie chcę pozostawiać mu bałaganu. Tego nie chciałbym również wtedy, gdybym nie był z nim zaprzyjaźniony, więc nie wiem, po co to powiedziałem.

DOM - pasieka pocz. marca 2025, pierwszy oblot

Przeprowadzka

W ten sposób narodził się plan konsolidacji imperium pszczelarskiego na toczku pod domem i przejścia w stan emerycki. Ule staną na w miarę estetycznych i trwałych stojakach, zewnętrzne stanowiska trzeba zwinąć, posprzątać i oficjalnie oddać właścicielom. A pod domem to już się zastanowimy, czy emeryckie trzymanie pszczół ma służyć poborowi beczek miodu, czy głównie samemu trzymactwu. Zobaczymy.

DOM - przed przebudową czyli zwózką

Operacja likwidacji zewnętrznych pasiek odbyła się zadziwiająco sprawnie. Na DOB to mi nawet zięciunio pomógł targać, więc uwinęliśmy się w try miga. Pasiekę ROB sprzątałem samotnie, acz nie do końca: przybywszy podwodą na miejsce zastałem tam rezunów, co piłami mechanicznymi i podnośnikiem widłowym wprowadzali nowe porządki. Zaprawdę, zaprawdę powiadam Wam: czas to był najwyższy, aby się stamtąd zabierać.

Przenoszenie mniej więcej pustych korpusów i ładowanie ich do przyczepki trwało kilka godzin, bo nie mogłem podjechać pod same ule. Trochę gimnastyki mi nie zaszkodzi, przekonywałem się maszerując w tę i nazad. Nie ma to jak dobry motywator do pracy.

Za to wiata, którą zbudowałem przy pomocy przyjaciół za czasów maseczkowego szaleństwa, dzięki tym transportom napełniła się po skraje tarasu. Nic więcej już nie można na nią wstawić. Przystąpiłem zatem od razu do procesu odwrotnego, tj. opróżniania przy pomocy ogniska. Wszystkie elementy trzeba przejrzeć, ocenić, sprawdzić itede. Trochę ma zostać, reszta - do utylizacji wedle możliwości.

Pszczoły już w czerwcu zachowywały się, jakby nikt ich do nikąd nie przewoził. Pozostało tylko przypomnieć sobie, jak się miesza cukier w elektrycznym mieszaczu, bo nagle nektarowanie ustało. A potem przyszła lipa, znowu susza, wteszcie nawłoć i... Koniec sezonu.

Zdrada

Paski w ulach podane

Postanowiłem przeprosić się z apiwarolem i sprawdzić, czy jego użycie przyniesie jakieś długofalowe skutki. Mam na myśli, że nie spodziewam się rewelacji po pierwszym użyciu - popełniłem na pewno dużo błędów. Poza tym zastosowaniem tylko jedną dawkę, tj. pojedyncze odymianie. Za to celowałem już w okres bezczerwiowy. Z szybkiego oglądu ramek nie było go już wiele. Ale potem jeszcze zadałem ulom paski z jakąś inną chemią.

Zakończenie

I tyle na tyle. Pszczoły dostały karmienie na zimę, ale bez entuzjazmu, bo miodu im nie zabierałem. Wzięły prawie wszystko. Na przedwiośniu na wszelki wypadek zadam im znowu placki cukrowe. Więcej nie wymyślę.

Co do dalszych losów tego blogu.

Entuzjazm do drobiazgowego zapisywania przygód pszczelarskich chyba mi trochę przygasł. Intelektualnie czuję się nie to że zaspokojony, ale wręcz przeciążony. Wolny czas pozostały po pracy wolę przeznaczyć na coś innego (jak np. drzemka), a nie dalsze zmóżdżanie się, co by tu tym razem napisać.

Zatem dalsze wpisy, o ile będą się ukazywać, to raczej sporadycznie.

A potem nadejdzie taki dzień, kiedy zwinę ten blog do formuły kategorii w mojej centralnej stronie www, żeby nie prowadzić kilku obiektów, gdy można jeden.

A na razie życzę wszystkim pszczelarzom dobrej zabawy w nowym sezonie 2026!

Autor: @Krzysztof Smirnow kategoria:
Tagi : #zapiski, #pasieczyska, #liczby,

Komentarze