Pogoda nas nie rozpieszcza


Pogoda nas nie rozpieszcza, oj nie rozpieszcza... Niezmiennie zmienna, mokra, wietrzna i chłodna, czyli znowu klęska żywiołowa polskiego rolnika: wiosna. Tym razem na wiosnę mamy przedwiośnie.

Zacznę od podsumowania wydarzeń ostatniego tygodnia.

Konrad z rodziną ujechali w siną dal i pozostawili nas nieutulonych w żalu, że tak krótko to trwało. Ale pszczół to nie obchodzi. W święto pracy zatem uruchomiłem finalnie pakę jako podwórkową rojołapkę.

olejek trawy cytrynowej do paki

Zrobiłem to wg wskazówek mistrza łapania rójek, mistera Jasona Brunsa z kraju Indiana. Na ile zdołałem się zorientować, facet jeździ (lub jeździł) w pogotowiu, mieszka w malusieńkim miasteczku Brookville. W ramach pracy dobrze poznał okolicę, którą w przeliczeniu na kilometr kwadratowy zamieszkuje 10 razy mniej ludności niż w mojej okolicy. Bruns łapie kilkadziesiąt nowych rodzin rocznie. Czasem po kilka do jednej rojołapki.

olejek podano

Jego metoda, to oprócz podania suszu, torebeczka strunowa z czymś chłonnym w środku, nasączonym olejkiem trawy cytrynowej. Nieduży otworek pozwala parować zapachom, ale jednocześnie nie za szybko.

Nie mam wielkich nadziei na sukces tego łowienia. Na razie podwórko odwiedza mnóstwo pszczół. Oczywiście, o ile pogoda dopisze na tyle, że pojawi się chęć wystawić czułki z ula. Ale zainteresowane są głównie kilkuset kilogramami pokarmu zimowego, jaki posprzątaliśmy z martwych uli i postawili po drugiej stronie trawnika, pod garażem.

Pszczoły szaleją na pokarmie zimowym

Taka pogoda, że nic nie nektaruje, choć kwiatki pięknie kwitną, o ile nie pada. A pszczoły skądś te węglowodany brać muszą. Wyobrażam sobie sąsiada, jak z zadowoleniem zagląda pod powałki i liczy te plastry z nakropem. Wszyscy wokół narzekają na głód, liczą litry podanego syropu cukrowego, a on z dumą prawi "A moje znoszą, aż się kurzy! Pełne ramki, mosterdzieju!".

Paka i starter

W ramach przygotowań do akcji dzielenia rodzin naszykowaliśmy z Konradem starter do mateczników. Jako pełna rodzina wychowująca raczej się nie sprawi. W każdym razie nie wtedy, kiedy dostanie pełno mateczników, wedle zaprojektowanej płyty. Ale te pierwsze 24-48 godzin powinien dać radę, jeżeli uczciwie strząchnę tam młode pszczoły od buchwastów. Mam taką nadzieję.

Starter, zabrakło koreczków

Kiedy w zeszłym roku szykowałem się do nauki matkowodztwa, jak to nazywają nasi Bracia Więksi ze Wschodu, zaopatrzyłem się w mnóstwo zestawów podobnych do Nicota - koreczek, wtyczka, lokówka - komplecik do wychowu matecznika. Myślałem, że mam tego mnóstwo. Ale na jedną płytę matecznikową startera - zabrakło! Trzeba będzie kiedyś dokupić. Na początek 40 mateczników wystarczy, i tak nie umiem przekładać. Niech się przyjmie połowa, a będzie nieźle. Starter naszykowałem głównie z myślą o podróżowaniu w poszukiwaniu obiecującego materiału zarodowego u innych pszczelarzy. Są już w końcu w Polsce tacy, których rodziny żyją bez leczenia i po dwa lata. Nie są to jakieś torpedy, ale żyją - jest od czego zaczynać. Może to trochę pomóc na starcie, a wejście w ogólnopolską sieć współpracy w hodowli pszczół odpornych i samowystarczalnych - bezcenne, jak mówią w reklamie (chyba).

Buchwasty noszą pyłek

Ponieważ pogoda nie nastraja na robienie podziałów, tak czy owak postanowiłem zrealizować plan powzięty tydzień wcześniej, kiedy odwiedziliśmy z Konradem rodzinę rozbitków na Y01 Las. Jedyna rodzina (jakoś zacząłem nazywać ją "rozbitkami"), która przeżyła zimę, zajmowała, tak na szybki rzut oka, 4 uliczki dadanowskie. I buczała zdenerwowana. Co wydawało się uzasadnione, skoro ul przeżywał atak mrówek.

Mrówki denerwują rozbitków

Zaczerpnąłem 3 ramki z czerwiem-głównie-krytym z rodzin buchwastowych. Szybko do nich zaglądałem, skoro już postanowiłem okraść je z czerwiu, nie miałem zamiaru dodatkowo ich denerwować - każda z nich miała co najmniej 4 ramki z czerwiem w różnych stadiach. Wedle konsultacji z kolegami - to niewiele, jak na ten moment roku. W niektórych okolicach Polski powinno to być już 8-10 ramek z czerwiem. Ale widziałem jaką-taką mieszankę, w tym jedną ramkę w pełni obsianą jajami. Co za radość! Po miesiącach oczekiwania wreszcie można sobie pogapić się na pracowite siostry. Stoi to w pewnej sprzeczności z moim tegorocznym planem na stromą krzywą uczenia się. Mianowicie, postanowiłem do pszczół nie zaglądać, o ile nie jest to bezwzględnie konieczne. Obserwacja wylotka i już. No, ale jak już robi się z nich odkład, ul i tak rozgrzebany, to przy okazji można sprawdzić, co i jak. W sumie równie dobrze mógłbym czytać fora internetowe: inni grzebią mocniej i dość szczegółowo opisują, co tam zobaczyli. Pokrywa się to mniej więcej z moimi obserwacjami. Pszczół nie trzymam pod domem, więc i tak nic mi to nie da, jak już zechcą się roić.

Y01Las Rozbitki czekają na burzę

Zajechawszy do Y01 Las stwierdziwszy, że wielka chmura zawisłszy nad głową. Jawne ostrzeżenie przyrody gładko zignorowawszy.

Tymczasem rodzina rozbitków powoli już szykowała się do przetrwania burzy. Na wylotku kontrola lotów przestała akceptować starty, na potęgę zaczęło się przyjmowanie lądowań. Nie otwierałem daszka, szybciorem zaimprowizowałem ochronę przeciwdeszczową dla transportówki z ramkami od buchwastów. Certoląc się (przestanie, nie przestanie, o, grad wali!) zmokłem do nitki. W końcu deszcz z gradem i ulewą potrwał około półtorej godziny. Zdążyłem schronić się w aucie i dobrze znudzić.

Po powrocie na pasieczysko wreszcie mogłem sprawdzić, co wywołało to podenerwowane rzężenie rodziny rozbitkowej. Co się okazało? Otóż pół ula od drugiej ścianki zajęły mrówki! Jaja równo poukładane w komórkach plastrów, na dnie kolejna sterta. Czyżby to było siostrzane gniazdo? Mrówki spod drzewa założyły nową kolonię stopniowo wypierając Indian? W ogóle to jakiś mrówczy rok, spodziewam się dalszych kłopotów.

Bratnia współpraca w jednym ulu

Mrówki z ich jajami wysypałem w krzaki. Było już po burzy, poradzą sobie. Zapodałem pszczołom nowy korpus z dennicą (po martwych rodzinach zostało na pasieczysku do wyboru - do koloru) i dokonałem jakże ludzkiej ingerencji w gniazdo: 3 ramki z czerwiem własnym (mieszanka) umieściłem na środku (3), z boków dodałem 3 ramki z czerwiem i pszczołą buchwastową (6), dalej po ramce z pierzgą (8) na bokach i jeszcze rameczka z odsklepionym miodem (9 - komplet). Mam nadzieję, że w trakcie zabiegów nie zapodziałem nigdzie matki... Pół powierzchni pokryłem powałką z folii i na to położyłem drugi korpus 9-ramkowy Dadanta, który napełniłem następnymi odsklepionymi ramkami. Na to już poszedł daszek. Nie zajrzę do nich wcześniej niż za 4 tygodnie. W każdym razie tak bym wolał, ale czy wytrzymam?

Zaraz po trzaśnięciu daszkiem mogłem zaobserwować, jak pszczoły dwóch rodzajów zaczęły zgodnie wentylować, co widać na zdjęciu powyżej. Niektóre wystawiły gruczoł Nasonowa, ale nie wyglądało to na bezmateczność. Nie wiem, o co im chodziło. Po co wentylować zaraz po dobrym przewietrzeniu ula przez pszczelarza? W trakcie łączenia nie dymiłem mocno, bo podkurzacz mi się wytłumił podczas burzy, a nie miałem już ochoty ponownie go rozpalać.


Prognozy pogody wciąż niekorzystne dla pszczelego rodzaju. Pszczelarze narzekają, niektórzy z rezygnacją już godzą się z losem. Ponieważ w tym roku nie planowałem zbiorów miodu, zamierzam realizować założone plany, czyli podziały, podziały, podziały. Ile się da. W pismach Kirka Webstera wyczytałem, jakie postanowienia przyjął w podobnym, zimnym i deszczowym, roku: mianowicie opóźnił wychów matek oraz podziały. I pasieka jakoś dała radę. Najwyraźniej ja też będę musiał zrobić podobnie. Nic na łapu-capu.

Autor: @Krzysztof Smirnow kategoria:
Tagi : #zapiski, #prace, #plany,