Wizyta u mentora


Gdy tylko wieczorny kur zapiał, zapiąłem pasy i siadłem za kółko. I pomknęliśmy polskimi, pięknymi, prostymi i równymi autostradami hen, na południe, gdzie zielenią się łany Kotliny Kłodzkiej, gdzie mentor nasz rozwija swoją biodynamiczną pasiekę pod dźwięcznym mianem BioApis. Droga minęła, jak z tłumika strzelił, więc nad ranem śniadaliśmy już w zabytkowym, kamiennym domostwie, gdzie pszczelarska sztuka walczy o lepsze z budowlaną.

Następnego dnia od rana Konrad (mój mentor) zabrał mnie na objazd swoich pasieczysk. Dokonywaliśmy tego samego, co u siebie robiłem jakiś tydzień wcześniej - czyli poszerzaliśmy rodziny. Można tu zauważyć pewną nieciągłość: otóż znacznie by było lepiej, gdybym najpierw mógł to zobaczyć u niego, a dopiero potem ćwiczyć u siebie. Ale niestety (a może - stety) klimat w Polsce (jak wiele innych spraw) ułożony jest na odwrót niż normalnie, czyli na południu wiosna przychodzi później niż na północy. W ten sposób najpierw popełniliśmy nasze błędy, a potem mogliśmy zobaczyć, jak to trzeba zrobić poprawnie. Może to i lepiej?

Tak czy owak, uważam, że podciągnąłem się w pszczelarstwie niesamowicie przez te kilka dni. Szczególnie, jeżeli mówić o sprawie dość rzadko u nas poruszanej, czyli sztuce zarządzania pasieką, czyli mądrze mówiąc: gospodarce pasiecznej. W końcu kiedyś człowiek już opanuje, jak wyciągać i wkładać ramki. Ale sztuki zapięcia pewnej liczby uli w zdrowy, działający organizm, będzie się uczył całe życie.

Zupełnie niechcący i przypadkiem zabraliśmy do domu 8 kompletnych uli systemu Zandera. Ponieważ pierwsze doświadczenia z naszymi ręcznie-robionymi Dadantami były średnie - konkretnie poczułem żywiołową nienawiść do beleczek międzyramkowych - postanowiliśmy spróbować z ramką szeroko-niską. Ramka Zandera w całej dostępnej palecie wygląda na dość kompromisową: ma 22cm wysokości i 42cm szerokości. Dla porównania: ramka gniazdowa Dadanta, z jakimi zaczęliśmy przygodę, ma 30cm wysokości i 42cm szerokości. Jest bardziej kwadratowa.

Tak naprawdę, to na początku mieliśmy zabrać tylko cztery ule. Dlaczego nie trzy, albo pięć? Otóż dlatego, że dennice... Przerwa na krótkie szkolenie.


Ul to w skrócie pudło na pszczoły. Koncepcyjnie pochodzi od jakiejkolwiek zamkniętej przestrzeni, w której pszczoły gotowe by były przetrwać zimę. W Europie Środkowej zwykle odbywało się to w dziupli jakiegoś starego drzewa. O bartnictwie można poczytać np. TUTAJ. A więcej o jego historii - TUTAJ.

Plastry pszczele na drzewie

Przez wieki pszczelarstwa (a konkretnie najwięcej wydarzyło się w XIX i XX wieku) ul zmieniał swoją formę w poszukiwaniu optymalnego siedliszcza dla pszczół. Optymalnego bynajmniej nie dla owadów (które swoje plastry gotowe są podwieszać dosłownie gdziekolwiek), a dla ich gospodarza - człowieka, który chciał im podbierać miód, wosk, a później i inne produkty. Stąd ostatecznie narodziły się dwie formy ula:

  • STOJAK - od drzewa stojącego
  • LEŻAK - od drzewa leżącego (tak, w takim też pszczoły się osiedlały)

Różni badacze pszczół tworzyli swoje koncepcje chowu, ale przełomowe okazały się prace kilku z nich: Piotra Prokopowicza z Ukrainy, Jana Dzierżonia ze Śląska, którzy prawdopodobnie opracowali podstawy nowoczesnego pszczelarstwa, wymyślili ramki i snozy, a wreszcie Lorenzo Langstrotha ze Stanów Zjednoczonych, któremu przypisuje się połączenie wielu rozproszonych wynalazków w dobrze działający, nowoczesny i produktywny system-metodę chowu pszczół.

Pszczoły na ramce

Od ich dokonań zaczyna się pszczelarstwo oparte na ulach w postaci drewnianych pudeł, rozbieralnych stojaków (ule korpusowe) i nierozbieralnych leżaków, w których pszczoły posłusznie budują swoje plastry w specjalnie do tego celu zaprojektowanych ramkach. Ramka ma inny rozmiar zależnie od tak zwanego "systemu", czyli kompletu ul + ramki + podstawowe metody gospodarowania. System zwykle bierze nazwę od nazwiska jego twórcy, choć czasem się to miesza. I tak ramka o rozmiarach mniej więcej 430mm na 230mm (bo w różnych częściach świata wymiary te nieznacznie się różnią) przypisana jest do systemu Langstrotha, w Rosji (z powodu w.w. zamieszania) nazywanego systemem Roota. Ramka 435mm na 300mm to system Dadanta. A ramka 420mm na 220mm to system Zandera. W Polsce najpopularniejszy system nazywa się Wielkopolski i ramka ma wymiary 360mm na 260mm.

Kto ciekaw, niech sobie pokopie trochę w Wikipedii.

Dziś wiemy, że optymalna przestrzeń dla pszczół na założenie gniazda powinna mieć pojemność od 35 do 45 litrów. Zależnie od klimatu winna być bardziej wydłużona w pionie lub w poziomie, ale nie ma to kluczowego znaczenia. Zatem ktokolwiek zechce zbudować nowy system ulowy, może sobie w arkuszu kalkulacyjnym zrobić odpowiednie obliczenia i... Hokus! Pokus! Może swoim nazwiskiem firmować dokonanie światowego formatu.

No i żeby wreszcie wrócić do tematu, skończę tą dygresję: otóż ul składa się (od dołu):

  • z dna czyli dennicy (dennicą nazywa się dno odejmowane, czyli oddzielne od reszty ula)
  • korpusu (jednego lub więcej, jeżeli zawierają ramki tego samego rozmiaru, to nazywa się je korpusami, jeżeli następne od dołu mają ramki mniejsze, to te nazywa się nadstawkami)
  • różnych desek, płatów folii, szmat itp. - nazywa się to powałką
  • daszka - czego tłumaczyć nie trzeba

Czyli wracamy do tematu. Otóż Konrad umyślił sobie, że zrobi jedną dennicę na cztery ule. To znaczy, że cztery ule będą miały wspólną podstawę i dno zarazem. I dlatego właśnie mogliśmy zabrać zero uli, cztery ule, lub osiem. Więcej i tak się nie mogło zmieścić. Osiem ledwo weszło na dach.

Cztery Zandery na jednej dennicy

W Piotrkowie jakiś inteligent w dresiku i ze złotym łańcuchem powiedział o nas do swojej wyfiokowanej ukochanej: "Te, pacz, Rumuny jado!"

I tak się przyjęło nazywać tę podróż.

Rumuni jadą? Stoją pod makdolcem!

A kiedy już ule dojechały do domu, to długo jeszcze stały na werandzie, gdzie je nieustannie podziwialiśmy.

Autor: @Krzysztof Smirnow kategoria:
Tagi : #wspomnienia,